czwartek, 22 czerwca 2017

Porozmawiajmy o kolorach

Oglądacie u mnie ciągle wszystko na biało i na biało, do znudzenia. Można  nabrać przekonania, że kalka jest monotonna. Nic bardziej mylnego, o czym chcę wam opowiedzieć. Może nie na raz, bo temat obszerny, przestaniecie czytać w połowie albo jeszcze prędzej i okażę się przeciwskuteczna. 

Zacznę od kolorowego tła.
Można kupić barwną kalkę w jednym kolorze albo cieniowaną. Można, ale nie trzeba, bo jest sposób na to, żeby od ręki mieć "własne" kolory.
Potrzebne będą pastele olejne albo kredki atramentowe, papierowa chusteczka i aromat (np.waniliowy) w buteleczce. Intensywniejszy kolor dadzą pastele.
Jak to zrobić?
Arkusz kalki zamalowujemy wybranymi kolorami (lub jednym) dość stanowczo, ale raczej w jednym kierunku:



Składamy dość grubo papierową chusteczkę - można owinąć ją na palcu - dodajemy odrobinę olejku i zaczynamy rozcierać kolory:



   Robimy to do uzyskania właściwego efektu. Intensywność koloru można regulować w dowolnym momencie; po prostu rysujemy nowe "mazuły" i rozcieramy starannie. 



Dalej to już jak z każdą inną pracą: rysowanie, wytłaczanie, wycinanie.

Dodam jeszcze tylko, że kolorujemy po stronie, która będzie stroną lewą, więc położenie kolorów wyjdzie na odwrót.
I to właściwie tyle.
Z pokolorowanej własnoręcznie kalki zrobię oczywiście kartkę i zobaczycie jak wygląda, i czy gra jest warta świeczki  


wtorek, 13 czerwca 2017

Obrazek - finał


Wycinanie zakończone. 
Nie umiem - niestety - korzystać przy tej czynności z podkładki, praca odbywa się w rękach, więc opuszek lewego palca wskazującego zazwyczaj trochę na tym cierpi... cóż, straty przecież muszą być! :-)
Zostało ostatnie zadanie do wykonania. Na początku wspominałam, że będą zmiany w stosunku do oryginału. Jeśli pamiętacie - na środku był kwiat. Mnie ten kwiat nie pasuje do koncepcji obrazka ściennego; pocztówka - tak, ale obrazek - nie.
Odkładałam myślenie nad nową koncepcją środka  jak Scarlett O`Hara ("Pomyślę o tym jutro"), no ale ten dzień właśnie nadszedł.


Zdecydowałam, że wrysuję w środek pomniejszony kształt wewnętrzny obrazka i wypełnię go krzyżykami ( znów wycinanie!) na przemian z maleńkimi tłoczonymi kwiatkami. W miejscach, które wydały mi się zdecydowanie zbyt puste przykleiłam większe kwiaty wycięte z kalki dziurkaczem. No i na koniec kwietna ozdoba w centrum. Każdy kwiat ma perełkowy środek.  
Nareszcie gotowe:
   

Obrazek oddany do wręczenia - mam nadzieję, że zyska aprobatę.
Teraz idę szykować się do wydłużonego weekendu (pogoda? deszcz?), ale  później pozawracam wam głowy na całkiem inny temat - również pergaminowy.


niedziela, 11 czerwca 2017

Obrazek - cz.II

Zacznę od odpowiedzi na pytania zainteresowanych.
Jeśli chodzi o narzędzia - kilka lat temu działało w Polsce przedstawicielstwo firmy Pergamano. która jest oficjalnym producentem i dystrybutorem wszelkich akcesoriów do tej techniki oraz wydawcą wielu pięknych i pożytecznych publikacji. Tam też w 2010 roku zdawałam jako jedna z pierwszych (i nielicznych, bo jest nas w Polsce dwadzieścia parę) praktyczny egzamin oceniany i certyfikowany w Holandii. I mam nawet stosowny dokument, który uprawnia do nauczania techniki pergaminowej. 
A, co tam, pochwalę się:


Co jest aktualnie w ofercie można zobaczyć tu: Pergamano International .
Moje narzędzia, mazaki i niektóre pastele olejne  pochodzą z tego właśnie źródła i muszę przyznać, że na trwałość narzekać nie mogę. Aż się zdziwiłam, ile to już czasu minęło!
Oczywiście warto poszperać w sieci w poszukiwaniu przyborów w naszym kraju.
Powiedzmy sobie: jest to swego rodzaju inwestycja i trochę nakładów pieniężnych wymaga. Ale jest też dobra wiadomość. Zajrzyjcie tu i jestem głęboko przekonana, że dla osób jeszcze niepewnych swoich zamiarów i chcących sprawdzić się w technice pergaminowej to jest znakomite rozwiązanie. 
 
A mój obrazek leżakował sobie spokojnie i teraz znowu kalka wygląda ładnie:


Pora na pracę nad szczegółami. Biorę kulkę o średnicy 1,5mm i zabieram się do wytłaczania różnych elementów rysunku. Tłoczy się po lewej stronie delikatnymi ruchami od krawędzi ku środkowi. Dlaczego delikatnie? Ponieważ wszystko odbywa się na miękkiej podkładce, każdy ruch zostawia ślad na kalce. Lepiej powtórzyć czynność niż raz nacisnąć za mocno i za głęboko. Warto często sprawdzać rezultaty pracy i korygować na bieżąco. 


I tak to mniej więcej wygląda na końcu pracy. Kalka znowu poleżała w książce, ale tylko parę godzin.


Odrysowując schemat na kalce zaznaczyłam kropeczkami narożniki ramki, w której zamknąć ma się praca. Teraz przekładam kalkę na regularną siatkę (blaszka z dziurkami), dopasowuję kropeczki w pionie i poziomie i pojedynczą igłą robię perforację brzegową. 


Tu widać dobrze tę blachę. To także jedno z moich nieocenionych narzędzi. Świetnie ułatwia dziurkowanie w rozmaitych konfiguracjach, także przy robieniu ażurków i rozmaitych koronek.  


A teraz będzie ostro - dosłownie i w przenośni. Do pracy ruszają nożyczki i narzędzie z dwiema igiełkami. Własciwie odwrotnie - najpierw perforuję miejsca, które mają być wycięte i dopiero potem wycinam. O samym wycinaniu będzie kiedyś oddzielnie.
O nożyczkach można by napisać całą epopeję. Bez nich ani rusz w tej technice. W dodatku muszą spełniać absolutnie generalny warunek: dobra jakość i cieniutkie idealnie dopasowane czubki. Mam jedne ukochane, już nieco sfatygowane, ale niezawodne. 
W następnym wpisie zaprezentuję prace wykończeniowe i pokażę gotowy obrazek.

PS. Wosk jest twardy i wygląda podobnie do świecowego.



czwartek, 8 czerwca 2017

Obrazek (wall decoration) - cz.I


Zapraszam do zaglądania przez moje ramię. Będzie na waszych oczach powstawał obrazek, który zostanie oprawiony i stanie się prezentem. Mogę mówić otwarcie, bo potencjalna obdarowana bloga nie wizytuje.



Przygotowałam rysunek-szablon, kalkę, piórko i tusz oraz taśmę malarską. Wszystko leży na podkładce, która jest moim ulubionym sprzętem podstawowym. Po pierwsze jest duża i wygodna, po drugie - swoją konstrukcją przypomina trochę okładkę książkowego kalendarza: wierzch ma gładki i twardy a spód miękki, taki lekko "tapicerowany". Na tej miękkiej stronie rysuję i wytłaczam prawie wszystko.
Dla porządku dodam, że korzystam z projektu Doroty Holness zamieszczonego w Parchment Craft w sierpniu 2013 roku.
Nie wszystko będzie tak samo, ale tak już mam, że zmieniam sobie to i owo.


No i zaczynam od odrysowania na kalce konturów. Ten wąski kawałek ciemnego papieru wsuwam co jakiś czas miedzy kalkę a szablon, żeby sprawdzić czy nie opuściłam jakiegoś fragmentu. Jak się odklei kalkę, będzie trudniej. 


Rysowanie skończone. Piórko umyte, tusz schowany. Teraz do akcji wkracza narzędzie kulkowe 1mm i nim wytłoczę wszystkie białe linie. Oczywiście -po lewej stronie.


Powoli wyłania się tłoczenie. Obok kulki leży mały pojemniczek - to wosk. Bardzo polecam, wystarczy narzędziem dziubnąć powierzchnię wosku i już praca toczy się znacznie łatwiej.


Gotowe. Wszystkie linie zrobione, Widać przy tym, że kalka już reaguje na wytłaczanie i zaczyna lekko falować.


Nie bacząc na to, zrobię jeszcze pierwsze delikatne tłoczenia wewnątrz dużych elementów. Żeby uniknąć widocznych pasów, zmieniam kulkę na większą - 6mm  - i wybielam poszczególne płaszczyzny. 


Teraz już wyraźnie widać, że kalka jest mocno "zmęczona". Dlatego powędruje na dzień między kartki grubej książki i jeszcze dołożę solidny mosiężny przycisk na wierzch. Odpocznie i wyprostuje się widocznie.
Zatem - do następnego wpisu!

PS. Jeśli na bazie tej pracy (lub obok tematu) macie jakieś pytania, bardzo proszę pytać - chętnie odpowiem.



środa, 10 maja 2017

Kuszenie wiosny

Co za pogoda!
Koniec ubiegłego tygodnia zapowiadał wreszcie dawno wyczekiwane ciepło, a wczoraj za oknem prawdziwa śnieżna zadymka. Dzisiaj z kolei najpierw słońce i zaraz znowu poprószyło białymi drobinkami.

W mojej nowej kartce pojawiły się motyle - zwiastuny wiosny.
Ale wszystko jest na biało, żeby pasowało do kaprysów aury





sobota, 15 kwietnia 2017

Wielkanoc


Tę kartkę dedykuję wszystkim moim Obserwatorkom i Komentatorkom 
z najlepszymi życzeniami szczęśliwych i radosnych Świąt



czwartek, 6 kwietnia 2017

O kartce ślubnej


Stanęło przede mną poważne zadanie: kartka dla nowożeńców.
Pierwsza myśl - oczywiście kalka. A zaraz za nią druga myśl - ale dlaczego kalka??
Ja tu teraz rozwinę skrzydła i będzie na bogato, kolorowo, piętrowo i zachwycająco. Wyciągnęłam co tam miałam,kolorowe kartony i papiery, paski do quillingu, nasypałam wiórków, koralików i dźetów, kwiatków i wstążeczek.
Teraz muzo szalej!
Cisza.
A ja siedzę i czekam. Patrzę na te wszystkie dobra i czekam na pomysł.
I nic.
Miałyście tak kiedyś? Okropne uczucie.
Kolejne próby złożenia  stosownej do okoliczności całości jakoś do mnie nie przemawiały. Oj, nie lubię, nie lubię, jak mi się moja robota nie podoba.
 Drugiego wieczoru coś jednak powstało. W stosunku do planów to praca, można powiedzieć, minimalistyczna  





*  *  *

Witam z radością w moich skromnych progach nową obserwatorkę: Halinę Rozynek